Wydarzenia

« powrót

Szkoła nauczycielem i absolwentem stoi

Rozpiera nas nieskrywana duma, iż niejednokrotnie absolwenci naszej szkoły kontynuują edukację muzyczną na wielu płaszczyznach. Po niemal 30 latach funkcjonowania naszej placówki doczekaliśmy się wielu aktywnych instrumentalistów, wokalistów, dyrygentów i kreatorów szeroko pojętej kultury. Mamy także absolwentów, którzy w przyszłości będą pomagać nam wszystkim w powrocie do normalności – i to właśnie dzięki temu, że na swojej drodze mieli okazję dotknąć wyjątkowego świata dźwięków.
O muzyce, która może leczyć już kiedyś pisaliśmy w cyklu artykułów Marka Rolka, nauczyciela naszej szkoły zatytułowanych „Muzyka lekarstwem współczesnego świata”. Teraz czas na kontynuację tego tematu. Zatem gorąco zachęcamy do uważnego przeczytania artykułu napisanego przez Weronikę Serwę, absolwentkę Prywatnej Szkoły Muzycznej II stopnia w Jaśle, aktualnie studentkę III roku muzykoterapii na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu.
_____________

„Nic nie dotyka nas głębiej ani szybciej niż muzyka.”
Éric-Emmanuel Schmitt

W moim rodzinnym domu muzyka towarzyszyła mi na każdym kroku. Pierwszymi osobami, które wprowadzały mnie w świat dźwięków, byli rodzice. Mama, miłośniczka muzyki fortepianowej wspomina, jak będąc ze mną w ciąży, słuchała utworów Fryderyka Chopina. Tato natomiast to wielbiciel gitary, na której sam grywa od czasów swojej młodości.

W przedszkolu szybko odkryto i rozwijano we mnie potencjał muzyczny, a w wieku 7 lat dostałam się do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Jaśle. Swoje pierwsze kroki w grze na skrzypcach stawiałam razem ze starszą siostrą, która również od najmłodszych lat przejawiała zdolności muzyczne. Do dziś pamiętam moment, gdy po raz pierwszy na malutkich skrzypcach zagrałam prostą melodię. Radość, duma, dziecięcy szał. Przez pierwsze 6 lat nauki w szkole muzycznej, pod czujnym okiem pełnej pasji i zamiłowania nauczycielki, doskonaliłam swoją technikę gry na instrumencie. Z roku na rok dorastałam zarówno jako człowiek, jak i muzyk. Chciałam nadal odkrywać świat muzyki, dlatego zdecydowałam się kontynuować naukę w Prywatnej Szkole Muzycznej II stopnia w Jaśle. Kolejne 6 lat spędzone w murach szkoły sprawiły, że zaczęłam postrzegać muzykę z szerszych perspektyw. Stało się to dzięki mojemu nauczycielowi skrzypiec, który podczas pracy nad utworem podkreślał znaczenie nie tylko technicznej i precyzyjnej gry, ale również jego wyrazu emocjonalnego. Na pierwszym miejscu zawsze znajdowało się poszukiwanie własnej interpretacji utworu, praca nad odpowiednią dynamiką oraz ekspresją. Początkowo nie rozumiałam takiego podejścia, bo przecież „w tym miejscu muszę koniecznie wygrać wszystkie szesnastki, a w kadencji nie mogę pomylić ani jednej nuty”. Sądziłam, że utwór należy zagrać ładnie, precyzyjnie i dokładnie tak, jak jest on zapisany. Tymczasem mój nauczyciel powtarzał, że wykonując utwór, należy odczytywać to, co znajduje się między nutami. Z czasem zaczęłam dostrzegać sens takiej pracy i zrozumiałam, że nie nuty na kartce papieru są muzyką, a ukryta za nimi historia, która chce być usłyszana. Nagle w wykonywanych przeze mnie utworach zaczęły wybrzmiewać emocje, a ja jako wykonawca czułam, że stapiam się z muzyką, pozwalając jej się prowadzić. Praca nad każdym kolejnym dziełem zaczęła być dla mnie niesamowitą muzyczną podróżą. Zwieńczeniem mojej 12-letniej nauki gry na skrzypcach było zagranie dyplomu, a w ostatecznym repertuarze znalazło się między innymi tango Astora Piazzolli „Vuelvo el Sur” – kompozycja, która pozbawiona emocjonalności wyrażanej przez wykonawcę, zdecydowanie traciła swoją jakość. Traktowałam to jako wyzwanie i sprawdzenie samej siebie: Czy potrafię przedstawić muzykę jako coś więcej niż dobrze wyćwiczony utwór? Czy będę w stanie przemienić muzykę w język emocji, który trafi bezpośrednio do słuchaczy? Pamiętam, że wykonując utwór, czułam się w nim bardzo dobrze. Wiele znajomych, rodzina, nauczyciele gratulowali mi dyplomu, podkreślając jak wielkie wrażenie zrobiło na nich moje wykonanie tanga. Ich wypowiedzi świadczyły o tym, że nie słuchali, a przeżywali utwór razem ze mną. Udało się. Zmiana mojego podejścia do wykonywania oraz doświadczania muzyki, obudziła we mnie niesamowitą ciekawość dotyczącą jej wpływu na człowieka. Tutaj istotną rolę również odegrał mój nauczyciel skrzypiec, dzięki któremu dowiedziałam się o muzykoterapii i zdecydowałam, że obiorę właśnie ten kierunek studiów.

Aktualnie jestem studentką III roku muzykoterapii na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. W trakcie studiów stopniowo odkrywam jak potężnym narzędziem może być muzyka. Potrafi ona nie tylko dostarczać przeżyć estetycznych, zachwycać swoim pięknem, bawić oraz edukować, ale także leczyć. I choć wiele osób podchodzi jeszcze do tego faktu sceptycznie, niezliczone badania naukowe udowodniły efektywność działań podejmowanych w ramach muzykoterapii. Muzyka wpływa na przeróżne sfery naszej osobowości: sferę psychiczną (aktywizowanie, ekspresja emocjonalna, aktywizacja procesów poznawczych, poprawa nastroju i samopoczucia), sensoryczną, motoryczną (mobilizowanie organizmu do ruchu), sferę somatyczną (uspokojenie oddechu, rozluźnienie mięśni, osłabienie lęku, łagodzenie bólu), intelektualną, a także duchową. Niejednokrotnie zapewne doświadczamy wpływu muzyki w życiu codziennym. Gdy mamy dobry humor, słuchamy radosnych utworów najczęściej w żywym tempie i tonacji durowej. Z kolei, gdy mamy gorszy dzień, z łatwością przychodzi nam słuchanie smutnych, melancholijnych utworów. Co ciekawe badania wykazały, że słuchanie muzyki w momencie pogorszonego nastroju, jest dobre, a nawet wskazane. Dzięki takiemu działaniu człowiek może utożsamić się z emocjami przekazywanymi przez muzykę, czuje się przez nią w pewien sposób zrozumiany. Doprowadza to do katharsis – oczyszczenia duszy i ciała z nieprzyjemnych emocji, a w ostateczności podniesienie nastroju. To najprostszy przykład automuzykoterapii, którą może stosować każdy z nas. Słuchając lub wykonując muzykę, mamy zatem możliwość doświadczania oraz spotkania się z samym sobą. Jak mówi Schneck i Berger:
„Muzyka jest tym, czym jest człowiek, „zachowuje się”, jak zachowuje się on, a zarazem powoduje, że organizm człowieka reaguje zgodnie z tym, jak zachowuje się muzyka. To lustrzane odbicie ludzkiej fizyczności i emocjonalnej energii przekształconej w dźwięk; chwilowa, nie-statyczna, rozwojowa, ewolucyjna transkrypcja życia.”

Skoro istnieje ścisła zależność między człowiekiem, jego zachowaniem i reakcjami psychicznymi a muzyką, dlaczego nie wykorzystywać jej w celach leczniczych?  Nie musimy nic wiedzieć na temat muzyki, aby na nią reagować, gdyż pomija ona kontrolę intelektualną, docierając bezpośrednio do sfery uczuciowej człowieka. To daje nam podstawy do wykorzystywania muzyki i elementów dzieła muzycznego w procesie terapeutycznym. Muzyka jest niewerbalna, nie narzuca odbiorcy konkretnej treści w przeciwieństwie do języka, w którym każde słowo ma określone znaczenie. Muzyka odbierana jest przez pryzmat własnych doświadczeń i osobowości. Dlatego na konkursach Chopinowskich odnosi się wrażenie, że wykonawcy prezentują całkiem inne dzieła kompozytora, gdzie tymczasem każdy z nich wykonuje ten sam utwór. To wynik nakładania na muzykę doświadczeń, emocji oraz przeżyć, które są indywidualne, niepowtarzalne i charakterystyczne dla każdego człowieka. W muzyce można znaleźć to, czego aktualnie się potrzebuje – pobudzenia, zaktywizowania, uspokojenia, rozluźnienia, wyciszenia, refleksji.

Oddziaływania muzykoterapeutyczne najczęściej są formą terapii wspomagającej kompleksowe leczenie ludzi chorych i niepełnosprawnych począwszy od noworodków po osoby starsze. W tym obszarze znajduje ona najszersze zastosowanie i uzyskuje niesamowite efekty.

Choć w samym terminie „muzykoterapia” obecny jest człon „terapia”, nie wyklucza to możliwości stosowania jej jako wspierającej formy stymulującej rozwój dzieci zdrowych. Słuchanie muzyki, granie na prostych instrumentach, wspólny śpiew, a także taniec wspierają prawidłowy rozwój funkcji poznawczych takich jak pamięć, koncentracja uwagi, myślenie oraz rozwój kompetencji emocjonalno-społecznych u dzieci. To także świetny sposób na rozwijanie wyobraźni i kreatywności, która bardzo przydaje się w dorosłym życiu.

W czasach pandemii na znaczeniu zyskuje także trzeci aspekt muzykoterapii, którą traktuje się jako formę profilaktyki. Obecna sytuacja w kraju i na świecie wiąże się z nieprzyjemnymi emocjami – niepewność, lęk, złość, poczucie bezradności, niesprawiedliwości, zagubienia. Żyjemy w ciągłym stresie oraz napięciu, a brak rozgraniczenia czasu na pracę i odpoczynek sprawia, że przestajemy radzić sobie z kolejnymi zadaniami, tracimy radość, a także sens życia. Z pomocą przychodzą techniki relaksacyjne w muzykoterapii, do których zalicza się słuchanie relaksacyjnej muzyki, trening autogenny Schultza z muzyką, relaksacja progresywna Jacobsona z muzyką, wizualizacje do muzyki oraz łączenie metod oddechowych z muzyką. Techniki te pomagają zatrzymać się na moment w ciągu dnia, pozwalają na szybką regenerację psychiczną i fizyczną, niwelują nieprzyjemny natłok myśli, przynoszą spokój, wyciszenie, redukują stres oraz jego negatywne skutki takie jak napięcie mięśniowe czy związane z tym bóle. Dzięki regularnemu stosowaniu technik relaksacyjnych, zdobywamy większy dystans do tego, co dzieje się wokół, potrafimy lepiej panować nad swoimi emocjami, a nasze ciało uczy się, jak odprężać mięśnie w sytuacji stresowej.

Edukacja w szkole muzycznej wzbudziła we mnie ciekawość świata muzyki, co możliwe było dzięki nauczycielom, których spotkałam na swojej drodze. Ich wiedza i doświadczenie zawsze przekazywane były z wielkim zaangażowaniem oraz pasją. Muzyka ukształtowała moją osobowość, a także w całości wypełnia moje życie. Muzykoterapia natomiast sprawia, że sztuką muzyczną jestem w stanie polepszać jakość życia osób chorych i niepełnosprawnych. Zamiłowanie do muzyki i obrany przeze mnie kierunek studiów sprawia, że mogę łączyć pasję z pracą, co jest dla mnie niezwykłą szansą na samorealizację w sferze zawodowej i osobistej.

Moje doświadczenia w pracy z dziećmi i dorosłymi potwierdzają, że muzyka jest dostępna dla każdego, bez względu na wiek, kulturę czy stopień niepełnosprawności. Jak mówią Nordoff i Robbins, w każdym z nas chowa się „muzyczne dziecko” - zalążek osobowości, który nigdy nie zostanie dotknięty przez chorobę. Muzyka jest zatem w nas samych oraz otacząjącym nas świecie. Może stać się naszym najlepszym przyjacielem, wnosząc do życia każdego z nas wiele dobra i radości.

Jeżeli ktoś z Państwa jest zainteresowany muzykoterapią, chciałby dowiedzieć się więcej o niej i jej subdyscyplinach, zapraszam do odwiedzenia mojej strony DOTYK MUZYKI (www.dotykmuzyki.wordpress.com).

Weronika Serwa