Zmieścić średniowiecze, czy kontrastowy do niego renesans na kartce A4, nie było aż tak trudnym zadaniem. Jednak w obliczu typowego dla epoki baroku nadmiaru muzycznych wrażeń (i zdarzeń) mogę nie podołać takiemu wyzwaniu. Sama myśl o napisaniu tego tekstu, wciska mnie w bardzo ciasny gorset. Jest zatem obawa, że w trzeciej części moich dziwnych felietonów zabraknie odpowiedniej ilości przepychu. Pomimo tak ograniczonej i nieregularnej formy, postaram się jednak zachować w tej części cyklu, choć odrobinę barokowych kształtów. Moje starania będą miały jasną jak błyszczące złoto granicę – podczas pisania nie założę białej, perfumowanej peruki. Jest szansa, że z chwilą ukończenia tego tekstu, w przypływie przesadnej radości i za przyzwoleniem Króla Słońce, zatańczę dostojnego menueta.
Tak w zasadzie, to najważniejsze cechy baroku mamy już omówione (po cichu liczę, iż nieco humorystyczny charakter cyklu usprawiedliwia moje literackie swawole). Zajmijmy się zatem, w bardziej poważny sposób tematem barokowej sztuki. Co oczywiste, zwrócę uwagę na kilka muzycznych zjawisk.
Pierwszym z nich jest opera, która swe narodziny zawdzięcza Cameracie Florenckiej (grupie poetów, muzyków, kompozytorów oraz mecenasów sztuki z końca XVI wieku). Wśród wielu początkowych twórców, warto znać jedno nazwisko – Claudio Monteverdi. Jego pionierski „Orfeusz” wyznaczył kierunek dla kolejnych kompozytorów. Aby nie rozwodzić się teoretycznie nad ariami oraz recytatywami, i aby jak najkrócej zapoznać z tym wyjątkowym rodzajem sztuki, szczególnie te osoby, które nie miały okazji poczuć „na żywo” podobnych emocji, zachęcam aby zakupić bilet (najlepiej dwa) i wybrać się na spektakl, niekoniecznie barokowy. Jeśli się spodoba, moje opisy tej wokalno-instrumentalnej formy scenicznej okażą się zbyteczne. Wówczas też opery seria (poważne), czy buffa (komiczne), a także ich twórcy oraz światowi wykonawcy nie będą tajemną dziedziną. Proszę uważać, jest bowiem jedno zagrożenie - można już nigdy nie wrócić do oglądania telewizyjnych seriali oraz reality show. Jeśli zapadnie decyzja na taką zamianę, to zapewne przydadzą się nazwiska kolejnych barokowych twórców oper: G.B.Pergolesi, J.B.Lully, A. Vivaldi, H.Purcell, czy wszechstronny G.F.Händel. W wolnych chwilach, warto przeglądnąć libretta (treść opery) wybranych dzieł. Kiedy na nowo otworzą sale operowe, będą już Państwo przygotowani na artystyczne uniesienia.
Równolegle z operą rozwija się oratorium. Jako epicka forma wokalno-instrumentalna związana jest ze sferą sacrum, stąd w okresie XVII i XVIII wieku wykonywana niemal wyłącznie w kościele. W przeciwieństwie do świeckiej opery nie zawiera dekoracji, akcji scenicznej czy też teatralnych kostiumów. Oratorium jako gatunek muzyki religijnej w kunsztowny sposób (z wykorzystaniem orkiestry, solistów i chóru) opowiada o wydarzeniach biblijnych. Myślę, że słynne „Alleluja” z „Mesjasza” (skomponowane przez G.F.Händla) znane jest nie tylko melomanom. Skoro o dziełach religijnych mowa, nie sposób także pomiąć gatunków zbliżonych do oratorium - pasji i kantaty. Jednym z największych twórców tych dzieł był J.S.Bach.
Wprowadzając temat form instrumentalnych, warto przywołać barokową architekturę. Nie poruszam kwestii jej piękna, gdyż to sprawa estetyki oraz indywidualnych gustów. Zwracam tu jedynie uwagę na nadmiar zdobnictwa, niejednokrotnie wyrażonego złotem i architektonicznymi krzywiznami. W barokowej muzyce chęć ornamentacji współgrała z odrobiną elegancji. Dzięki takiej symbiozie, mogę śmiało zaproponować słuchanie dzieł barokowych nawet osobom o najbardziej wysublimowanych gustach. Polecam zatem pełne muzycznych „fajerwerków” koncerty, zarówno te solowe jak i z gatunku concerto grosso (typowa dla baroku forma, gdzie kilku solistów współgra z orkiestrą). Nie będą Państwo także zawiedzeni obcując z sonatą (świecką i kościelną). A w ramach rozruszania skostniałego po pandemii ciała, warto pójść w tany przy dźwiękach menueta, gawota czy sarabandy - tańców dawnych, które współtworzą formę barokowej suity. Jeśli ciało już będzie zrelaksowane, śmiało można zaaplikować naszemu umysłowi sporą dawkę intelektualnej rozrywki w postaci barokowej polifonii (jedna z trzech faktur muzycznych, oparta na równoczesnym prowadzeniu kilku głosów, wykorzystywana m.in. w fugach).
Lista kompozytorów muzyki instrumentalnej jest długa, oto kilka wybranych nazwisk: do wspomnianych już wcześniej J.S.Bacha, G.F.Händla i A.Vivaldiego koniecznie dodać trzeba A.Corellego, G.F.Telemanna oraz D.Buxtehudego.
Przemierzając ogólne zjawiska muzyczne epoki XVII i pierwszej połowy XVIII wieku nie mogę zapomnieć o dwóch kwestiach. Jedną z nich są budowniczy instrumentów, zwłaszcza tych strunowych. Mowa o lutnikach - barokowych cudotwórcach, których magiczne rękodzieło zachwyca do dzisiaj. Wystarczy, że podam dla przykładu jedno nazwisko – Antonio Stradivarius.
Druga kwestia, to wszechobecny zarówno w muzyce świeckiej, jak i religijnej rodzaj barokowego akompaniamentu zwanego basso continuo. Ta swoista podstawa harmoniczna utworu, wymaga od wykonawcy wielu umiejętności, także improwizacyjnych. Jestem przekonany, że wielu początkujących jazzmanów marzy, by posiąść takie umiejętności.
Na zakończenie, jak zwykle kilka słów o polskiej muzyce. Przeniesienie dworu królewskiego do Warszawy otworzyło nowy rozdział działalności muzycznej. Podobnie jak podczas epoki renesansu korzystano z niektórych europejskich wzorców. Nie sposób jednak pominąć naszej rodzimej działalności, która wyrażona została w dziełach Adama Jarzębskiego, Marcina Mielczewskiego, Bartłomieja Pękiela, czy Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Lista kompozytorów polskiego baroku jest oczywiście niepełna, ale na początek powinna wystarczyć.
Ostatnio zachęcałem do zwiedzania Krakowa i słuchania muzyki renesansowej. Kolejną propozycją będzie zapoznanie się z festiwalami muzyki dawnej, których nie brakuje na muzycznej mapie Polski. Jeżeli rzeczywistość pandemiczna nie pozwoli na osobisty udział w tych wydarzeniach, to czemu nie skorzystać z transmisji online. Dla przykładu podam najbliższy nam festiwal, tuż zza miedzy - Kromer Festiwal Biecz.
Jako belfer z prawie dwudziestoletnim stażem mam świadomość, iż nie wyczerpałem ani w kilku procentach tematu muzyki barokowej (na usprawiedliwienie odsyłam do tytułu niniejszego cyklu). Drodzy Czytelnicy, wszystko w Waszych rękach – sięgajcie do literatury i w wolnych chwilach samodzielnie zgłębiajcie tajniki historii muzyki, wykorzystując cyfrową technologię, która jeszcze nigdy nie była tak łatwo dostępna. Może kiedyś, w niedalekiej przyszłości będziecie publikować znacznie obszerniejsze felietony, a dla mnie największą radością wtedy będzie fakt, iż uczeń przerósł swego nauczyciela.
Marek Rolek