Wydarzenia

« powrót

Prawdopodobnie najkrótsza historia muzyki (cz. IV)

Nazwa kolejnej epoki (łac. classicus – doskonały, wzorcowy) zachęca, by czwarty odcinek moich felietonów poświęconych historii muzyki pisać w nieco spokojniejszym i poważniejszym tonie. Jednak pokusa nie podążania utartymi ścieżkami jest zbyt duża. Czytelnicy poprzednich odcinków już mieli okazję się o tym przekonać. Zatem, w przypadku epoki klasycyzmu postaram się przyjąć umiarkowany kompromis.

Klasycyzm to najkrótsza epoka, trwająca zaledwie kilkadziesiąt lat. Jej ramy czasowe określono na II połowę XVIII wieku. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny wątek, związany z periodyzacją epok. Jest nią naturalne „zazębianie się” okresów muzycznych. W początkowe lata klasycyzmu wplata się końcówka baroku, co słychać chociażby we wczesnych dziełach Józefa Haydna. Natomiast Ludwig van Beethoven, trzeci klasyk wiedeński, wprowadza w epokę romantyzmu. Do kompletu pozostało jeszcze jedno nazwisko - Wolfgang Amadeusz Mozart. Choć tego kompozytora powinniśmy umieścić w centrum klasycyzmu, jednak zaryzykuję stwierdzenie, iż  jego miejsce jest raczej w centrum historii muzyki. Nie bez powodu otrzymał miano „cudownego dziecka”, a jego dojrzała twórczość niejednokrotnie wykraczała poza możliwości wielu kompozytorów.

Oczywiście, prócz tzw. klasyków wiedeńskich, nie można także zapomnieć o innych twórcach, których działalność utorowała drogę dla wyżej wymienionych. Należą do nich kompozytorzy tzw. szkół przedklasycznych, będący naturalną zmianą pokoleniową pomiędzy barokiem a klasycyzmem. Proszę wybaczyć, ale w „prawdopodobnie najkrótszej historii muzyki” nie znajdę dla nich miejsca. Podkreślę jedynie ich wybrane zasługi. W tym czasie w muzyce zagościła faktura homofoniczna (melodii w głosie najwyższym towarzyszą pozostałe głosy). Pojawia się także dualizm tematyczny (dwa kontrastowe tematy), tak bardzo ważny dla istoty allegra sonatowego - jednej z najważniejszych form tej epoki. 

Wróćmy do trzech bohaterów klasycyzmu. Zapewne wszyscy kiedyś słyszeliśmy dźwięki II części „Symfonii z uderzeniem w kocioł” Haydna, pierwsze takty „Eine kleine Nachtmusik” Mozarta oraz tajemniczy nastrój I części „Sonaty księżycowej” Beethovena. A to dopiero początek długiej listy przebojów epoki klasycyzmu. Cóż zatem wpływa na popularność tych dzieł? Odpowiedź nie jest prosta, ale jednym z czynników były potrzeby i wyrafinowane gusta ówczesnych melomanów, ukształtowane przez zmysłowy i kameralny nurt rokoko (w muzyce określany jako styl galant - lekki oraz elegancki). Dzięki takiej swoistej symbiozie pomiędzy słuchaczem a twórcą, w klasycyzmie powstało znacznie więcej „hitów”.

Józef Haydn komponował dla Esterhazych niemal wszystkie ówczesne gatunki instrumentalne: sonaty, symfonie, koncerty na różne instrumenty solowe oraz kwartety smyczkowe. W jego twórczości nie zabrakło także opery i oratorium, dzieł wokalno-instrumentalnych, znanych już wcześniej w historii muzyki. Dla tych, którzy zechcą obcować z dziełami Haydna, pragnę zwrócić uwagę na ważny fakt. Mianowicie, jego długie (77-letnie) życie pozwoliło na ukształtowanie form klasycznych, stąd w większości kompozycji zachowana jest niemal doskonała proporcja. Nie oznacza to oczywiście muzycznej nudy, gdyż w wielu dziełach Haydna usłyszymy także elementy stylu Sturm und Drang, charakteryzującego się w muzyce odważnymi akordami, molowymi tonacjami oraz zaskakującymi zmianami nastroju.

W.A.Mozart podążał za śladami poprzednika, jednak skala talentu muzycznego, którą otrzymał w darze od losu, a także konsekwentna, edukacyjna opieka ojca Leopolda, pozwalała na komponowanie dzieł znacznie doskonalszych od swego poprzednika. Fenomen Mozarta tkwił w jego muzycznej inteligencji oraz niesamowitych zdolnościach twórczych. Gdybym miał chociaż odrobinę jego talentu, ten kilkuodcinkowy felieton napisałbym w pięć minut. Niestety, wielokrotnie poprawiam akapity i błędy stylistyczne. Mozart w zasadzie nigdy tego nie robił - od razu tworzył niemal doskonałe kompozycje. Jestem przekonany, że nie muszę Państwa namawiać do słuchania jego dzieł - według katalogu Köchla jest ich do wyboru ponad sześćset. W trakcie słuchania polecam zapoznanie się z wątkami biograficznymi, nie tylko tymi, które opisują jego nagłą śmierć.  

Jak już wcześniej wspomniałem, trzeci klasyk to w połowie romantyk, zarówno pod względem twórczości, jak i osobowości. Późne dzieła Ludwika van Beethovena inspirowały wielu XIX-wiecznych kompozytorów. Bez cienia sentymentu modyfikował klasyczne formy – zmieniał układ części, powiększał skład orkiestry, wydobywał z fortepianu to, czego nie udało się poprzednikom. Utrata słuchu, z którą długo nie mógł się pogodzić, prawdopodobnie spotęgowała te muzyczne eksperymenty. Wszystko to sprawia, że obok muzyki Beethovena nie można przejść obojętnie.

Jak zwykle na koniec krótka informacja o muzyce polskiej. Jeszcze z czasów szkoły podstawowej wiemy, iż z inicjatywy Stanisława Augusta Poniatowskiego, w 1773 roku powołano Komisję Edukacji Narodowej. Ten znawca i mecenas sztuki (prócz planowanej reformy oświaty) swoją opieką otoczył także kulturę muzyczną. W tych trudnych historycznie i politycznie czasach nie zabrakło zatem wydarzeń artystycznych, zarówno tych wokalnych jak i instrumentalnych. Czy powinniśmy zazdrościć wiedeńczykom ich muzycznych rozkoszy? Oczywiście, że tak, ale proszę pozwolić, iż zacytuję znaną frazę: „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Zainteresowani polską twórczością, na początek mogą posłuchać wybranych dzieł Feliksa Janiewicza, Karola Kurpińskiego czy też Józefa Elsnera. Twórców rzecz jasna jest więcej – w razie potrzeby proszę samodzielnie eksplorować zasoby biblioteczne (zarówno te tradycyjne, jak i www).

I jeszcze mała, osobista dygresja. Jakże chciałbym wrócić do tamtych czasów. Dlaczego? Pomimo dużego zainteresowania ówczesną muzyką rozrywkową (dzisiaj potocznie zwanej muzyką klasyczną), żadnemu z klasyków wiedeńskich nie przyszło do głowy by zejść do banału, odpowiadającemu dzisiejszemu disco polo :-)

Marek Rolek