Wydarzenia

« powrót

Prawdopodobnie najkrótsza historia muzyki – cz. 2 (wznowienie)

W poprzedniej części cyklu (pisanego nieco z przymrużeniem oka) poznaliśmy ogólny zarys historii muzyki od czasów prehistorycznych do końca średniowiecza. Teraz czas na kolejną epokę.

Renesans

W zasadzie okres ten powinienem rozpocząć od wielkich odkryć geograficznych. Wszak to one znacząco zmieniły bieg historii. Pozostawię jednak ten poważny wątek na uboczu – chyba lepiej zapomnieć jak wielkie szkody kulturowe dla rdzennych mieszkańców nowoodkrytych lądów uczynili konkwistadorzy. Jako początek epoki przyjmijmy zatem inne wydarzenie – wynalazek Jana Gutenberga. To dzięki niemu mogę „drukować” moje felietony. Niezależnie od symbolicznej daty, skupmy się na muzyce, która w Renesansie szczególnie przysłużyła się człowiekowi oraz jego dążeniu do szczęścia i rozwoju na wielu płaszczyznach.

Po kilkusetletniej dominacji jednogłosowej twórczości, końcem średniowiecza rozwijano wielogłosowość. Muzyczny renesans to kolejne etapy zachwytu nad tym kunsztownym sposobem komponowania, zarówno w technice imitacyjnej (muzyczne naśladowanie poszczególnych głosów w utworze) oraz w nieco prostszej konstrukcji zwanej nota contra notam (gdzie niższe głosy podporządkowane były najczęściej najwyższemu). Dla czytelników, którzy na co dzień nie są związani z zagadnieniami teoretycznymi, a pragną zrozumieć proces imitacji w utworze muzycznym, mogę zaproponować małą podpowiedź, nawiązującą do beztroskiego czasu dzieciństwa. Zatem - technika imitacyjna to swoista zabawa w podchody, kiedy kolejni uczestnicy podążają za śladami swoich poprzedników.

W epoce, której dzieła malarskie oraz rzeźby zachwycają do dzisiaj, nie możemy narzekać na brak muzycznych doznań. Z wielkim rozmachem powstawały wielogłosowe imitacyjne msze, motety i kanony. Zgodnie z ideą humanizmu „… nic co ludzkie nie jest mi obce”, komponowano także pieśni świeckie. Miały one postać zarówno jednogłosowych pieśni z akompaniamentem jak i wielogłosowych a capella (bez towarzyszenia instrumentalnego). Ich różnorodność językowa oraz kunsztowność opracowania zachwyca oraz inspiruje do dzisiaj – i to nie tylko wykonawców na co dzień związanych z muzyką dawną. Przykładem niech będzie Sting, który w oryginalny sposób zmierzył się z twórczością wokalną Johna Dowlanda, angielskiego kompozytora przełomu XVI i XVII wieku.

W epoce odkrywców i wynalazców powstało także wiele nowych instrumentów. Przyczyniło się to do znaczącego rozwoju muzyki instrumentalnej. Oprócz lutni, klawesynu czy violi da gamba (prababka wiolonczeli), używano wielu innych, typowych dla epoki renesansu (np. szałamaja, pomort, cynk czy sordun). Dzięki ówczesnym twórcom, muzyka nie tylko podporządkowana była estetycznym doznaniom, ale wielokrotnie służyła dworskim zabawom – stąd w tamtym czasie znajdziemy przykłady zalążków suity (kontrastowy układ popularnych tańców). Myślę, że kroki pawany czy galiardy śmiało można wykorzystać na współczesnych zabawach czy potańcówkach.
Wśród kompozytorów (już nie anonimowych jak to zazwyczaj bywało w średniowieczu) wymienić można wielu, np: Giovanni Pierluigi da Palestrina, Orlando di Lasso czy chociażby Jasquin des Pres. Ich kompozytorska wszechstronność oraz muzyczne umiejętności mogą zawstydzić niejednego twórcę dzisiejszej muzyki pop. Na pocieszenie niech pozostanie mały łącznik pomiędzy tymi odległymi światami. Jest nim tabulatura (uproszczony, schematyczny zapis dla lutni lub instrumentu klawiszowego), która umożliwiała korzystanie z dobrodziejstw muzyki dla osób z niewystarczającą wiedzą teoretyczną. Dzisiejszy amator gry na gitarze z powodzeniem wykorzysta ten renesansowy pomysł zapisu muzycznego.

Na koniec zajrzyjmy do naszego ogródka, może nawet wielkiego ogrodu. Przecież wszyscy słyszeliśmy o „Złotym Wieku” w Polsce - okresie dynamicznego rozwoju edukacji, kultury i sztuki. Kraków, Lwów czy Gdańsk stały się prężnymi ośrodkami muzycznymi (i nie tylko). Kontakty z południem Europy znacząco wpływały na ostateczny kształt życia artystycznego. Niech przykładem tego dobrostanu będzie twórczość Wacława z Szamotuł, Marcina ze Lwowa czy Mikołaja Gomółki.

Proszę wybaczyć śmiałość, ale proponuję małe, nieobowiązkowe zadanie domowe. Spacerując na przykład po Grodzie Kraka, prócz zachwytu nad jego renesansową architekturą, postarajmy się znaleźć chwilę na kontakt z XVI wieczną muzyką. Jeśli nie uda się natrafić na wykonanie „na żywo” – nic nie szkodzi. Wystarczy spocząć na kilka chwil w zacisznym zakątku starego Krakowa, założyć słuchawki i wpisać w popularnym kanale internetowym nazwisko jednego z renesansowych twórców. Za wykonanie zadania stawiam plusa za aktywność :-)

Marek Rolek

Ilustracja: obraz Drei musizierende Damen autorstwa malarza o pseudonimie "Mistrz półfigur kobiecych" (Flandria, ok. 1530 r.)